PROGRAM:
CZWARTEK:
18.00 - OSP - OTWARCIE FESTIWALU
                           WERNISAŻ: 

          MALARSTWO:
          - Barbara Wiernicka-Domagała
          - Jarek Luteracki
         FOTOGRAFIA:
          - Mirek Stępniak
          - Marek Leszczyński
          - Piotr Kolecki
19.00 scena letnia - koncert
            HOPE JAZZ PROJECT (USA) 
20.30 - OSP - poezja
             Urszuli Raczkowskiej-Cieślik
21.00 - scena letnia - koncert
            - mENTAL bROTHER sQUAD
21.40 - OSP - poezja
             Beaty Jaskuły-Tuchanowskiej
22.15 - OSP - spektakl
             TAQ
23.30 - plener - poezja
             Edwarda Gramonta
PIĄTEK:
17.00 - scena letnia - koncert flamenco
            
CONTRATIEMPO 
18.30 - kościół św. Idziego - koncert
              HATI
20.00 scena letnia - koncert
             ASIMINA
21.30 - scena letnia - spektakl
              Terminus a Quo
22.30 - scena letnia - koncert
              HWDJAZZ
24.00 - scena letnia - koncert
              BORDO
SOBOTA:
16.00 - scena letnia
              pokaz tańca  
              - Kajetan Luteracki
              - Dominika i Patrycja Jędrzejewskie
16.00 - scena letnia - koncert
              Piotruś Przedbora - gitara klasyczna
17.30 - kościół św. Idziego - monodram
              Sylwia Góra - "SIBILLA"
19.00 - scena letnia - koncert
          KO-ON-TEN (Japonia) 
20.30 - scena letnia - performance
             - Piotr Gajda i Gordian Piec
21.00 - scena letnia - koncert finałowy
             MUZYKA w KRAJOBRAZIE

 

  

   
  
  
  

   




 

 

 

  
 






...i juz po festiwalu...

Zaczelo sie nieciekawie. Po przyjezdzie do Inowlodza czekala nas niemila niespodzianka w postaci zamknietego pola namiotowego:( Zmeczeni podroza i lekko zrezygnowani, zostalismy na szczescie przygarnieci przez grupe dobrych ludzi z teatru Terminus A Quo, ktorzy to pozwolili nam rozstawic nasz namiocik w swym sasiedztwie ( wielkie dzieki! ). Lzejsi o bagaze i podbudowani duchowo ruszylismy na eksploracje swiata festiwalowego krajobrazu. Aura byla zmienna ale na wszystko przygotowani nie zwracalismy na to wiekszej uwagi.

Najpierw, jak co roku, uroczyste powitanie, blyski fleszy, wywiady, autografy...:) A potem dziac sie zaczelo...Obejrzawszy wystawe plastyczno fotograficzna, na ktorej zaprezentowali swoja tworczosc Barbara Wiernicka-Domagala, Jacek Luteracki, Mirek Stepniak, Marek Leszczynski i Piotr Kolecki, przenieslismy sie do sali obok, gdzie wystep swoj miec miala poetka pani Urszula - Raczkowska Cieslik. Poezja kojarzy sie nam z osobami lirycznymi i efemerycznymi, zas na scenie zjawila sie drobniutka starsza (wiekiem lecz nie duchem) pani, ktora swa energia i zywiolowoscia porwala i urzekla wiekszosc zgromadzonych. Jej bezposredniosc, humor i emanujaca radosc zycia wprawila nas w bardzo dobry nastroj...

Niestety nasz dobry nastroj skonczyl sie wraz z rozpoczeciem wystepu grupy "from USA", a mianowicie HOPE JAZZ PROJECT. Mimo nazwy jazzu nie dostrzeglismy, a nadzieja wypalila sie nam po pierwszym wesolkowatym hicie "Dancing in the street"...choc oczywiscie o gustach sie nie dyskutuje, a grupa zebrala na sali licznych fanow, przybylych z okolicznej kolonii i pozwolila im sie dobrze bawic...my natomiast poszlismy zaczerpnac swiezego powietrza. Wrocilismy gdy na scenie przygotowywal sie do wystepu projekt braci Eliasza i Konrada "mENTAL bROTHER sQUAD". Mlodzi artysci przedstawili calkiem sympatyczny secik elektro-akustyczny (skrzypce, roznorakie dzwonki, grzechotki oraz komputerowe podklady ), aczkolwiek wdzieral sie czasem w to wszystko chaos spowodowany zbyt mala liczba osob na scenie a zbyt duza iloscia wykorzystywanych instrumentow. Azali mlodzi to artysci i przed nimi wiele do osiagniecia a sciezka, ktora obrali jest bardzo interesujaca.

Po przerwie scena ulegla przeobrazeniu w pokoj zatopiony w blasku swiec. W fotelu zasiadla "kobieta w czerwieni" czyli pani Beata Jaskula-Tuchanowska, ktora cieplym glosem uwodzila publicznosc. Doskonale komponowal sie on z pieknym podkladem muzycznym tworzonym przez Piotra Koleckiego. Najbardziej spodobal sie nam jej wiersz zatytulowany "Testament".

Po niedlugiej chwili, do swego wystepu zaprosil teatr TAQ. Zaprezentowane przedstawienie autorstwa guru teatru pana Edwarda Gramonta pt.:"Nowa sztuka zakopianska" ukazalo w krzywym zwierciadle goralski folklor, jednak o ogolnoludzkim wymiarze. Najtragiczniejsze, dla nas, okazaly sie losy Janicka, chlopca oszalalego z milosci do Heleny - kobiety holubiacej konsumpcyjny styl zycia, dla ktorej pieniadze wazniejsze sa niz uczucia. Zabawnym akcentem okazalo sie uczestnictwo "festiwalowego psa", ktory swym szczekaniem wyrazil swoj entuzjazm dla sztuki;)

Tylko najbardziej wytrwali ( okolo 10 osob - w tym najmlodszy uczestnik festiwalu - syn pana Edwarda, malutki Natan ) dobili do ostatniego punktu programu, jakim byl wieczor autorski pana Edwarda Gramonta. Do wspoluczestnictwa zaprosil on jedna z aktorek swego teatru. Naprzemiennie czytane wiersze, pozwolily spojrzec oczami dwoch pokolen na ludzkie sprawy.

Tak uplynal poranek i wieczor - dzien pierwszy.

 

Kilka godzin snu i wracamy do festiwalowej rzeczywistosci. Po koncercie flamenco szybkim krokiem udalismy sie do kosciolka sw. Idziego, by zajawszy jak najdogodniejsze miejsca, oczekiwac na wystep zestpolu Hati. Nie zawiedli naszych ogromnych oczekiwan. Zestaw gongow jak i ich przejmujacy dzwiek, doskonale wpisywal sie w nastroj kosciola. Choc niektorzy narzekali na brak trab, to dla nas byl to koncert mistyczny, transowy, ktory dostarczyl nam niezapomnianych wrazen.

Pozniej, jak to w tradycji festiwalu, nastapilo przamieszczenie, tym razem do sali OSP, gdzie wystapic miala Asia ( juz nie Kucharczyk :)) osoba , ktora pamietamy z zacnego projektu Molr Drammaz. Tym razem pojawila sie solo, jako Asimina. Koncert podzielony byl na dwie czesci elektroniczna i akustyczna.Obie miny Asi bardzo nam sie podobaly, a piosenka "Szkoda..." stala sie naszym malym hitem i nucilismy ja jeszcze wracajac do domu.

I oto nadszedl czas na kolejna odslone teatru TAQ, ktory zaprosil na plac na tylach OSP. Tym razem zaserwowali nam duza dawke mocnych wrazen, jak zawsze trafnie ujmujac temat, poruszajac nasze emocje i pozostawiajac wiele niedopowiedzeni i mozliwosci interpretacji...to sila tej formacji. Oby jak najwiecej i jak najczesciej kosztowac takich wrazen.

Znow przemieszczenie, i znow sala OSP, na scenie ktorej zainstalowal sie nowy projekt Wojtka Kucharczyka ( brata Asi ) HWDJAZZ ( tlumaczenie nazywy dowolne ). Skromny, tradycyjny sklad instrumentow - gitara, bas i perkusja. Tylko tyle i az tyle.Dosc mocne acz emocjonalne brzmienie rozbudzilo apetyt iz bedzie mozna posluchac wkrotce plyty firmowanej owa nazwa. Ech! Przydaje sie taki odskok od wszedobylskiej elektroniki.

Ostatnim koncertem tego dnia byl wystep formacji Bordo. Polnoc jest odpowiednim czasem dla takiej muzyki, momentami sennej, momentami pelnej przejmujacego smetku i tajemniczosci. Wszystko to okraszone dzwiekami rzewnej a czasem dzikiej altowki.

Tak uplynal poranek i wieczor - dzien drugi.

   

 

Dla nas dzien kolejny zaczal sie dopiero kolo 17.30 prezentacja monodramy "Sybilla" w wykonaniu Sylwii Gory a autorstwa Adama Jarka z elementami dzwiekowymi Joanny Bronislawskiej. Historia tragicznych losow dziewczyny ktora zostala Pytia, jej potyczek z Bogiem i sama soba doskonale pasowala do wnetrza romanskich murow kosciolka. Pelna pasji, piekna opowiesc " o tej co innym sens bytu odslaniala a sobie pomoc nie zdolala"...

Udalismy sie znow do OSP by zobaczyc coz przedstawia goscie z Japonii - KO-ON-TEN ( a sympatia dla Japonczykow u nas duza:). Nie zawiedli oni nasych oczekiwan. Sympatyczny czlowiek z laptopem i dwoma trabkami raczyl nasze uszy roznorakimi dzwiekami - od ambientalnych szumow wody po nieomal noisowe granie, zas jego towarzyszka sycila nasze oczy tancem bedacym polaczeniem pantomimy i tradycyjnego, japonskiego tanca butoh. (koncert do posłuchania lub pobrania mp3 >> TU)

Po chwili oddechu, w pograzonej w mroku salce obok, obejrzec moglismy performance w wykonaniu Piotra Gajdy i Gordiana Pieca. W roli glownej swiatlo i ogien.Ile osob tyle interpretacji - jak to ze sztuka wspolczesna bywa.

A w tym czasie na scenie przygotowywali sie do koncertu finalowego - ktorego gospodarzami byli muzycy zespolu Pathman - wszystcy uczestnicy festiwalu. Monumentalna gra roznorakich instrumentow i przedmiotow ( zestaw garnkow, dziecieca zabawka ) pozwolila zatopic sie w otchlan czystego swiata muzyki. Choc pozornie wykonawcy naleza do innych muzycznych swiatow to ich wspolne spotkanie i polaczone sily pozwolily stworzyc nowa wartosc muzyczna. Zarowno pieknie zabrzmialy gongi, traby jak i gitary oraz cymbaly, elektornika, trabka i glos. Widac bylo, ze artysc potrafia sluchac i szanowac sie wzajemnie a improwizacje sprawiaja im nieklamana radosc i sa dla nich dobra zabawa. Na szczescie koncert byl rejestrowany i mamy nadzieje, ze w niedlugim czasie ukaze sie on na plycie. Tak uplynal poranek i wieczor - dzien trzeci...

Festiwal uwazamy za wspaniala i bardzo potrzebna inicjatywe, bedaca odskocznia od komercyjnej papki otaczajacego nas swiata.

Pokladajac ufnosc w organizatorach ( dzieki Marku, Piotrze i Mirku!!! ) czekamy na podobne lipcowe dni w przyszlym roku.

Elzbieta i Darek...


Festiwal przygotowali   Marek Leszczyński,  Piotr Kolecki, Mirek Stępniak