| ...i juz po festiwalu...
Zaczelo sie nieciekawie. Po przyjezdzie do
Inowlodza czekala nas niemila niespodzianka w postaci zamknietego pola
namiotowego:( Zmeczeni podroza i lekko zrezygnowani, zostalismy na
szczescie przygarnieci przez grupe dobrych ludzi z teatru Terminus A
Quo, ktorzy to pozwolili nam rozstawic nasz namiocik w swym sasiedztwie
( wielkie dzieki! ). Lzejsi o bagaze i podbudowani duchowo ruszylismy na
eksploracje swiata festiwalowego krajobrazu. Aura byla zmienna ale na
wszystko przygotowani nie zwracalismy na to wiekszej uwagi.
Najpierw, jak co roku, uroczyste powitanie, blyski
fleszy, wywiady, autografy...:) A potem dziac sie zaczelo...Obejrzawszy
wystawe plastyczno fotograficzna, na ktorej zaprezentowali swoja
tworczosc Barbara Wiernicka-Domagala, Jacek Luteracki, Mirek Stepniak,
Marek Leszczynski i Piotr Kolecki, przenieslismy sie do sali obok, gdzie
wystep swoj miec miala poetka pani Urszula - Raczkowska Cieslik. Poezja
kojarzy sie nam z osobami lirycznymi i efemerycznymi, zas na scenie
zjawila sie drobniutka starsza (wiekiem lecz nie duchem) pani,
ktora swa energia i zywiolowoscia porwala i urzekla wiekszosc
zgromadzonych. Jej bezposredniosc, humor i emanujaca radosc zycia
wprawila nas w bardzo dobry nastroj...
Niestety nasz dobry nastroj skonczyl sie wraz z
rozpoczeciem wystepu grupy "from USA", a mianowicie HOPE
JAZZ PROJECT. Mimo nazwy jazzu nie dostrzeglismy, a nadzieja
wypalila sie nam po pierwszym wesolkowatym hicie "Dancing in the
street"...choc oczywiscie o gustach sie nie dyskutuje, a grupa
zebrala na sali licznych fanow, przybylych z okolicznej kolonii i
pozwolila im sie dobrze bawic...my natomiast poszlismy zaczerpnac
swiezego powietrza. Wrocilismy gdy na scenie przygotowywal sie do
wystepu projekt braci Eliasza i Konrada "mENTAL bROTHER
sQUAD". Mlodzi artysci przedstawili calkiem sympatyczny secik
elektro-akustyczny (skrzypce, roznorakie dzwonki, grzechotki oraz
komputerowe podklady ), aczkolwiek wdzieral sie czasem w to wszystko
chaos spowodowany zbyt mala liczba osob na scenie a zbyt duza iloscia
wykorzystywanych instrumentow. Azali mlodzi to artysci i przed nimi
wiele do osiagniecia a sciezka, ktora obrali jest bardzo interesujaca.
Po przerwie scena ulegla przeobrazeniu w pokoj
zatopiony w blasku swiec. W fotelu zasiadla "kobieta w
czerwieni" czyli pani Beata Jaskula-Tuchanowska, ktora cieplym
glosem uwodzila publicznosc. Doskonale komponowal sie on z pieknym
podkladem muzycznym tworzonym przez Piotra Koleckiego. Najbardziej
spodobal sie nam jej wiersz zatytulowany "Testament".
Po niedlugiej chwili, do swego wystepu zaprosil
teatr TAQ. Zaprezentowane przedstawienie autorstwa guru teatru pana
Edwarda Gramonta pt.:"Nowa sztuka zakopianska" ukazalo w
krzywym zwierciadle goralski folklor, jednak o ogolnoludzkim wymiarze.
Najtragiczniejsze, dla nas, okazaly sie losy Janicka, chlopca oszalalego
z milosci do Heleny - kobiety holubiacej konsumpcyjny styl zycia, dla
ktorej pieniadze wazniejsze sa niz uczucia. Zabawnym akcentem okazalo
sie uczestnictwo "festiwalowego psa", ktory swym szczekaniem
wyrazil swoj entuzjazm dla sztuki;)
Tylko najbardziej wytrwali ( okolo 10 osob - w tym
najmlodszy uczestnik festiwalu - syn pana Edwarda, malutki Natan )
dobili do ostatniego punktu programu, jakim byl wieczor autorski pana
Edwarda Gramonta. Do wspoluczestnictwa zaprosil on jedna z aktorek swego
teatru. Naprzemiennie czytane wiersze, pozwolily spojrzec oczami dwoch
pokolen na ludzkie sprawy.
Tak uplynal poranek i wieczor - dzien pierwszy.
Kilka godzin snu i wracamy do festiwalowej
rzeczywistosci. Po koncercie flamenco szybkim krokiem udalismy sie do
kosciolka sw. Idziego, by zajawszy jak najdogodniejsze miejsca,
oczekiwac na wystep zestpolu Hati. Nie zawiedli naszych ogromnych
oczekiwan. Zestaw gongow jak i ich przejmujacy dzwiek, doskonale
wpisywal sie w nastroj kosciola. Choc niektorzy narzekali na brak trab,
to dla nas byl to koncert mistyczny, transowy, ktory dostarczyl nam
niezapomnianych wrazen.
Pozniej, jak to w tradycji festiwalu, nastapilo
przamieszczenie, tym razem do sali OSP, gdzie wystapic miala Asia ( juz
nie Kucharczyk :)) osoba , ktora pamietamy z zacnego projektu Molr
Drammaz. Tym razem pojawila sie solo, jako Asimina. Koncert podzielony
byl na dwie czesci elektroniczna i akustyczna.Obie miny Asi bardzo nam
sie podobaly, a piosenka "Szkoda..." stala sie naszym malym
hitem i nucilismy ja jeszcze wracajac do domu.
I oto nadszedl czas na kolejna odslone teatru TAQ,
ktory zaprosil na plac na tylach OSP. Tym razem zaserwowali nam duza
dawke mocnych wrazen, jak zawsze trafnie ujmujac temat, poruszajac nasze
emocje i pozostawiajac wiele niedopowiedzeni i mozliwosci
interpretacji...to sila tej formacji. Oby jak najwiecej i jak
najczesciej kosztowac takich wrazen.
Znow przemieszczenie, i znow sala OSP, na scenie
ktorej zainstalowal sie nowy projekt Wojtka Kucharczyka ( brata Asi )
HWDJAZZ ( tlumaczenie nazywy dowolne ). Skromny, tradycyjny sklad
instrumentow - gitara, bas i perkusja. Tylko tyle i az tyle.Dosc mocne
acz emocjonalne brzmienie rozbudzilo apetyt iz bedzie mozna posluchac
wkrotce plyty firmowanej owa nazwa. Ech! Przydaje sie taki odskok od
wszedobylskiej elektroniki.
Ostatnim koncertem tego dnia byl wystep formacji
Bordo. Polnoc jest odpowiednim czasem dla takiej muzyki, momentami
sennej, momentami pelnej przejmujacego smetku i tajemniczosci. Wszystko
to okraszone dzwiekami rzewnej a czasem dzikiej altowki.
Tak uplynal poranek i wieczor - dzien drugi.
Dla nas dzien kolejny zaczal sie dopiero kolo
17.30 prezentacja monodramy "Sybilla" w wykonaniu Sylwii Gory
a autorstwa Adama Jarka z elementami dzwiekowymi Joanny Bronislawskiej.
Historia tragicznych losow dziewczyny ktora zostala Pytia, jej potyczek
z Bogiem i sama soba doskonale pasowala do wnetrza romanskich murow
kosciolka. Pelna pasji, piekna opowiesc " o tej co innym sens bytu
odslaniala a sobie pomoc nie zdolala"...
Udalismy sie znow do OSP by zobaczyc coz
przedstawia goscie z Japonii - KO-ON-TEN ( a sympatia dla Japonczykow u
nas duza:). Nie zawiedli oni nasych oczekiwan. Sympatyczny czlowiek z
laptopem i dwoma trabkami raczyl nasze uszy roznorakimi dzwiekami - od
ambientalnych szumow wody po nieomal noisowe granie, zas jego
towarzyszka sycila nasze oczy tancem bedacym polaczeniem pantomimy i
tradycyjnego, japonskiego tanca butoh. (koncert do posłuchania lub
pobrania mp3 >> TU)
Po chwili oddechu, w pograzonej w mroku salce
obok, obejrzec moglismy performance w wykonaniu Piotra Gajdy i Gordiana
Pieca. W roli glownej swiatlo i ogien.Ile osob tyle interpretacji - jak
to ze sztuka wspolczesna bywa.
A w tym czasie na scenie przygotowywali sie do
koncertu finalowego - ktorego gospodarzami byli muzycy zespolu Pathman - wszystcy
uczestnicy festiwalu. Monumentalna gra roznorakich instrumentow i
przedmiotow ( zestaw garnkow, dziecieca zabawka ) pozwolila zatopic sie
w otchlan czystego swiata muzyki. Choc pozornie wykonawcy naleza do
innych muzycznych swiatow to ich wspolne spotkanie i polaczone sily
pozwolily stworzyc nowa wartosc muzyczna. Zarowno pieknie zabrzmialy
gongi, traby jak i gitary oraz cymbaly, elektornika, trabka i glos.
Widac bylo, ze artysc potrafia sluchac i szanowac sie wzajemnie a
improwizacje sprawiaja im nieklamana radosc i sa dla nich dobra
zabawa. Na szczescie koncert byl rejestrowany i mamy nadzieje, ze w
niedlugim czasie ukaze sie on na plycie. Tak uplynal poranek i wieczor -
dzien trzeci...
Festiwal uwazamy za wspaniala i bardzo potrzebna
inicjatywe, bedaca odskocznia od komercyjnej papki otaczajacego nas
swiata.
Pokladajac ufnosc w organizatorach ( dzieki Marku,
Piotrze i Mirku!!! ) czekamy na podobne lipcowe dni w przyszlym roku.
Elzbieta i Darek...
|